niedziela, 21 kwietnia 2013

Ekologiczny chów kóz się opłaca

Adam Skonieczny przejął gospodarstwo po ojcu Piotrze, który nadal pomaga mu w opiece nad stadem 110 kóz. Od 2009 roku rolnik posiada ekocertyfikat – gospodarowanie ekologiczne nie tylko pozwoliło rozwiązać wiele problemów, z którymi trzeba było borykać się „w konwencji”, ale także dało spokój i stabilność. Plany gospodarzy są ambitne, niedawno wybudowali dużą koziarnię. W 2012 r. gospodarstwo uzyskało I nagrodę w V edycji konkursu na najlepsze „ekologiczne gospodarstwo towarowe” w województwie kujawsko-pomorskim.

Zagroda usytuowana jest w niewielkiej wsi Ignackowo, niedaleko Lipna (woj. kujawsko-pomorskie). Rolnicy zwracają uwagę na swoisty marazm, letarg jaki panuje w tym regionie. – W naszych okolicach widać dużo niewykorzystanej ziemi. Brakuje inicjatywy, by ją właściwie zagospodarować – mówią. Szczególnie boli to Piotra Skoniecznego, który jest osobą od wielu lat zaangażowaną w sprawy społeczne, a obecnie pełni funkcję sołtysa Ignackowa. – A przecież takie nasze kozy są stosunkowo łatwe w chowie, mogą zapewnić mleko i nabiał dla rodziny, pomogą także na przykład utrzymać tucznika. Przecież koza i tucznik to zwierzęta socjalne, dzięki którym może wyżywić się cała rodzina. To na pewno zapobiegłoby szerzącej się niepotrzebnie biedzie – zwraca uwagę. Rolnicy są członkami Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Producentów Ekologicznych „EKOŁAN”, które zawiązało się na terenie województwa kujawsko-pomorskiego.




Niepokojące zmiany w wiejskim środowisku

Wiele osób wciąż odnosi się do mleka koziego z pogardą. Starszy gospodarz pamięta czasy, gdy w latach 50. chów kóz na wsi był powszechny. – Od małego widziałem jak mleko jest pozyskiwane i przetwarzane (zarówno od kóz jak i krów). Jeszcze przed wojną świadomość ludzi na temat koziego mleka była dużo większa. Mawiało się, że dziedzic hodował krowy, a parobek hodował kozy, ale dzieci dziedzica piły mleko kozie, a dzieci parobka dostawały mleko krowie – wspomina. – Z drugiej strony, gdy na wsi pojawiły się krowy, to „wyprowadziły” wieś z biedy. Obecnie w gospodarstwach znów nie ma krów, nikt nie robi serów etc., bo przecież można je kupić. Wiedza, która zdobywana była głównie z podpatrywania dziadków, np. wyrób masła, zaczęła zanikać. Kiedyś na wsi była bieda, ale dostęp do tradycyjnej, zdrowej, ekologicznej żywności był dużo większy. To zniknęło wraz z nastawieniem na specjalizację i monopol. Wyspecjalizowane gospodarstwa borykają się z problemem spadku odporności – co z tego, że mleka jest więcej, jak koszty leczenia i pasz redukują ten zysk. Spada w takim wypadku też długowieczność zwierząt – dzieli się swoimi przemyśleniami Piotr Skonieczny. Te obserwacje i przemyślenia doprowadziły rolników do decyzji o przejściu na ekologiczne metody gospodarowania.

Od konwencji do ekologii

Zanim jednak tak się stało, przez kilkanaście lat z sukcesami (liczne nagrody na wystawach kóz rasowych) prowadzili chów konwencjonalny. W 1993 całe stado (19 kóz) kupione zostało z okolic Izbicy Kujawskiej. Rolnicy otrzymali też jedną starą, schorowaną brązową kozę, którą wyratowali i – jak się później okazało – została ona matką stada, bo miała dobre cechy genetyczne. – Kupione kozy były wyraźnie niedożywione. 12 kóz dawało tylko 13 l mleka. Zwróciliśmy więc uwagę przede wszystkim na dobre odżywianie. Te kozy wcześniej żywione były na paszach z zakupu, ponieważ poprzedni właściciel nie miał swoich gruntów, a u nas dostawały tylko taką paszę, która pochodziła z gospodarstwa. Zwierzęta odżywiły się i pokazały na co je stać pod względem genetycznym. Co miesiąc dokonywaliśmy kontrolnych udojów, sprawdzaliśmy mleczność – wspominają rolnicy. Po roku można było wyselekcjonować ze stada najlepsze osobniki i wyhodować kozy, które dawały średnio 1000 l mleka. Rekordzistka dawała 1500 l mleka i wygrała na wystawie krajowej na Służewcu z kozą zgłoszoną przez Instytut Genetyki z Jastrzębca. – Z linii tej kozy pozostawiliśmy w stadzie dużo kózek – mówią gospodarze. Hodowlę rolnicy zaczynali od najzwyklejszej polskiej rasy, którą uszlachetniali kozłami rasy alpejskiej francuskiej i w ten sposób uzyskiwali kozę barwną uszlachetnioną. Aktualnie chcą kozy trochę „uwstecznić”, aby wzmocnić ich odporność, bo zauważyli, że zbyt szlachetna rasa nie sprawdza się, jest zbyt „wydelikacona”.

Dobry start w latach dziewięćdziesiątych

W latach 90. kozy były „modne” – zapotrzebowanie na mleko było spore, a ceny kóz wysokie. To między innymi dlatego rolnicy zdecydowali się na specjalizację w zakresie chowu kóz. – Wcześniej miałem doświadczenia w chowie krów, owiec i świń – mówi Piotr Skonieczny. Wspominane stado zakupione zostało w kwietniu, a już w czerwcu mleko dostarczane było do sklepów. – Bardzo łatwo było spełnić wtedy wszelkie wymogi, wspierały nas też odpowiednie instytucje, chociażby przez to, że nie przeszkadzały nam w pracy –wspominają rolnicy. Samodzielnie pasteryzowali mleko i zapewniali dystrybucję. Później dla koziarzy przyszły trudniejsze czasy, ale obecnie sytuacja znów jest dosyć dobra, chociaż martwi brak popytu na mięso.

Przejście na ekologię to koniec chorób

Największym problemem, przed którym stanęło gospodarstwo podczas prowadzenia chowu kóz metodami konwencjonalnymi, to coraz częstsze choroby kóz. Wiązało się to także z częstym uczestnictwem w wystawach i konkursach. Jak podkreślają rolnicy: – Udział w imprezach, otrzymywanie nagród i wyróżnień było bardzo miłe, ale niestety zbyt często zwierzęta wracały do stada chore. Zrezygnowaliśmy z wystaw i dodatkowo zaczęliśmy pierwsze udane próby z wykorzystaniem Efektywnych Mikroorganizmów. Zaczęliśmy wtedy szerzej myśleć o ekologii, a dodatkowym bodźcem były jeszcze dopłaty – wspomina Adam Skonieczny. Odpowiednie wykorzystanie Efektywnych Mikroorganizmów pomogło pozbyć się chorób. – Faktycznie obserwujemy, że po przejściu na ekologię problemy z chorobami zniknęły – cieszy się rolnik. Obecnie w rolnictwie konwencjonalnym coraz większym problemem staje się oporność chorobotwórczych bakterii na aplikowane zwierzętom antybiotyki. – Gdy gospodarowaliśmy metodami konwencjonalnymi, praktycznie nie udawało się wyhodować koźląt bez podawania antybiotyków. „W ekologii” się to udaje. Bardzo rzadko używamy antybiotyków, a jeżeli już to bardzo małe dawki, które szybko działają. Często wystarczy 1 dawka leku. Przy podaniu antybiotyku osłonowo podawane są EM-y. Bowiem antybiotyk niszczy bakterie – zarówno dobre jak i złe. W trakcie choroby także podajemy zwierzętom EM-y dla odbudowania właściwej flory bakteryjnej.

Korzyści z ekologii

Oprócz likwidacji problemu z chorobami, po 4 latach doświadczeń rolnik wymienić może również inne korzyści. Zwierzęta mają dobrą sierść i rogi, są także produktywne przez dłuższy czas. – W konwencji mieliśmy u kozy 5 laktacji, a w ekologii jest to 9-10 laktacji. To bardzo wpływa na rachunek ekonomiczny. Co prawda kozy dają mniej mleka (całe stado ok. 40 tys. litrów rocznie), ale jest ono bardzo dobrej jakości – podkreślają. Praktycznie cały udój dostarczany jest przez rolników samodzielnie raz w tygodniu do mleczarni w Turku (rynek konwencjonalny w Polsce wciąż nie ma możliwości hurtowego zbytu ekologicznego mleka koziego). – Nie mamy problemów z „przejściem” badań laboratoryjnych. Dbamy o odpowiedni transport i przechowanie mleka po udoju. Wyniki laboratoryjne są powtarzalne. Ekologia dała nam spokój w produkcji. Łatwiej jest uzyskać wysoką jakość, a za nią idzie dobra cena za surowiec. Obecnie produkujemy mniej mleka, ale za lepszą cenę, doliczając dopłaty, bilans jest zadowalający – mówi Adam Skonieczny. Z mlekiem kozim, przy odpowiednim przechowywaniu w niskich temperaturach, nie ma problemów z utrzymaniem jakości przez dłuższy czas, ale inni hodowcy przy przejściu na jedną dostawę tygodniowo nie radzą sobie z utrzymaniem odpowiedniej jakości. Oprócz Skoniecznych, do mleczarni w Turku mleko kozie dostarcza jeszcze 17 rolników (wszyscy konwencjonalni).

Potrzebna wymiana doświadczeń i rozmowy

Rolnicy są bardzo chętni do kontaktu z innymi rolnikami zajmującymi się chowem kóz. Chcą dzielić się doświadczeniem i słuchać także opinii innych. Wcale nie jest to proste. – Z hodowcami jest kłopot, bo nie chcą rozmawiać otwarcie, nie chcą mówić o problemach – mówi Piotr Skonieczny. Udało się jednak nawiązać kontakt z kilkoma gospodarzami. Rolnicy współpracują także z jednostkami badawczymi, uczelniami i studentami. – Na temat naszych kóz powstało kilka prac magisterskich i doktoratów – mówi z radością Piotr Skonieczny.

Nowa koziarnia

Przejmując gospodarstwo po tacie, Adam Skonieczny (który posiada tytuł mgr. inż. informatyki) skorzystał z programu „Ułatwienie startu młodym rolnikom”. Pozyskane środki przeznaczone zostały na budowę nowej koziarni. To była dość oryginalna decyzja, bo zazwyczaj pozyskiwane w ten sposób finanse rolnicy przeznaczają na usprzętowienie. Przy budowie koziarni (sposobem gospodarczym, wg własnego projektu) Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie wymagała projektu, co ułatwiło procesy związane z budową. To ważna różnica, bo takie projekty wymagane są przy modernizacjach i podczas budowy nie można ich zmieniać, dostosowywać „pod siebie”. Tutaj w trakcie budowy rolnicy mogli więc działać „swobodniej” i dokonywać drobnych modyfikacji, bez obaw o zarzuty ze strony urzędników. – Inna sprawa, że do projektowania budynku podeszliśmy w sposób bardzo przemyślany. Wiedzieliśmy dokładnie czego chcemy i jak nasza nowa koziarnia ma wyglądać. Wyrysowałem projekt i architekt tylko przeniósł go na papier i zatwierdził, dając stosowną pieczątkę – wspomina Adam Skonieczny.

Jak budowano nową koziarnię

Koziarnia ma 509 m2 (200 m2 powierzchni zajmują zwierzęta, reszta przeznaczona jest na magazyn paszowy i pomieszczenie do chłodni na mleko), całość oparta jest na konstrukcji stalowej, którą rolnicy kupili „z ogłoszenia” aż w Sudetach. – Trzeba szukać ofert, rozglądać się tak, aby wdrożyć inwestycje w rozsądnych cenach. Pustaków szukaliśmy dużo dalej niż w regionie i okazało się, że jest o wiele taniej nawet przy doliczeniu kosztów transportu. Warto wykorzystywać np. Allegro. Szkielet naszej konstrukcji ściągaliśmy z Sudetów, a pokrycie dachowe zza Chojnic – podsumowuje Adam Skonieczny. Rolnicy dużą uwagę przywiązywali do wykorzystywanych materiałów. Hala nie jest ogrzewana. – 70 cm obornika od spodu daje odpowiednie ciepło – to jest plus głębokiej ściółki. Odpowiednia temperatura w koziarni pozwala uniknąć zapalenia wymion – tłumaczą rolnicy. Do pokrycia dachowego wykorzystana została ekofala, co pozwala uniknąć skraplania się wody i kapania. – Jest to także rozwiązanie trwalsze niż tradycyjna blacha, z której w dodatku kapie parująca w pomieszczeniu woda – tłumaczy Piotr Skonieczny. Wykorzystane w koziarni okna są jednymi z najtańszych na rynku (z poliwęglanu falistego). Rolnicy zadbali o to, by do wnętrza koziarni wpadało dużo światła. Dodatkowo cała koziarnia została oświetlona światłem elektrycznym. Powieszonych jest 16 lamp ze świetlówkami energooszczędnymi. Zamontowano także specjalną żarówkę, która jest zapalana podczas wykotów, jej delikatne światło daje kozom spokój.
Budynek koziarni ma: 7 m wysokości w kalenicy, 15 m szerokości, 35 m długości. Są 4 pary przesuwnych drzwi: 3 pary drzwi mają wymiary 3,5 m x 3,5 m, a czwarte wrota mają wymiary 5,5 m x 4,2 m, dzięki którym łatwo można wwieźć bele z sianem i słomą, a także przeprowadzić wywózkę obornika. Dodatkowo w koziarni znajduje się specjalnie wydzielone pomieszczenie na chłodnię, w którym już niedługo stanie duży zbiornik na mleko.
Całkowity koszt wybudowania nowej koziarni wyniósł około 200 tys. zł, a jeżeli by była stawiana innym sposobem niż gospodarczy, koszt wybudowania wyniósłby 500 tys. zł.

Wybieg, karmienie i udój

Kozy mają do dyspozycji ogrodzony wybieg o powierzchni 30 arów, karmienie i udój odbywają się w środku. Budynek wymaga jeszcze doposażenia, jednak został już wyposażony w stanowisko udojowe na 18 kóz. Na początku 2012 roku koziarnia była już wybudowana, ale rolnicy mocno odczuli duże opóźnienie z dopłatami za 2011 rok i musieli wziąć kredyt. Przed gospodarzami jeszcze zakup nowej dojarki. – Przy jej wyborze będziemy kierować się przede wszystkim tym, by była tania i łatwa w eksploatacji – mówi Adam Skonieczny.

Koziarnia i paszarnia

Po lewej stronie koziarni na paletach składowana jest słoma i siano dla kóz. By miały niską wilgotność i dobrze się przechowywały, rolnicy dodają do nich EM-y. Bele z sianokiszonką składowane są na zewnątrz, sianokiszonka również jest przygotowana z dodatkiem EM-ów. Paszę treściwą stanowi śruta z mieszanki zbożowej. W skład mieszanki wchodzą owies, pszenica, jęczmień oraz peluszka.

Uprawa zbóż i nawożenie

Gospodarstwo ma 18,97 ha z czego 16,49 h jest uprawianych razem z łąkami. – Zboża mamy swoje. W zupełności starczają na pasze, sprzedajemy także trochę do Wytwórni Makaronu BIO w Pokrzydowie. Prowadzone uprawy to żyto, pszenica, owies bezłuskowy. Rolnicy siali również orkisz, ale zrezygnowali z niego ze względu na wymóg większej pracy przy zbiorze, na którą hodowcom brakuje czasu. – W naszym przypadku lepiej jest zasiać pszenicę, bo plon jest ok. 4 ton z 1ha, a odpada bukowanie – tłumaczą. Klasa ziemi w gospodarstwie to od IV do VI, z przewagą V, gleby słabe piaszczyste. Dzięki temu, że prowadzony jest chów kóz, rolnicy nie narzekają na brak obornika. Jest on kompostowany i regularnie dodawane są do niego EM-y, dzięki temu obornik „nie śmierdzi”, bo nie zachodzą w nim procesy gnilne, a procesy humifikacji. Po przejściu na ekologię plony nie spadły, na co według rolników duży wpływ miało wykorzystanie Efektywnych Mikroorganizmów. Na własne potrzeby rolnicy uprawiają także niewielkie ilości warzyw.

Płodozmian z wsiewkami

W gospodarstwie stosowany jest 3-letni płodozmian, który jest modyfikowany i dopasowywany do aktualnych warunków. Rolnicy uprawiają: pszenicę jarą, żyto ozime, owies bezłuskowy, mieszanki zbożowo-strączkowe oraz koniczynę czerwoną. We wszystkie oziminy stosowane są wsiewki z seradeli (przygotowywany z niej zielony nawóz zabezpiecza glebę przed wysuszeniem, pomaga w rozwoju mikroorganizmów, zapobiega zachwaszczeniu i poprawia kondycję gleby), później odpada uprawa pożniwna i całość zostaje do jesieni. Po wejściu w ekologię postarali się o siewnik z redlicami talerzowymi. Około 2 ha koniczyny czerwonej jest w stanie dostarczyć paszy na cały rok dla stada liczącego około 100 kóz. Sianokiszonki kiszone są z EM-ami, do prasy dorobiony jest specjalny aplikator do zakiszaczy i w trakcie prasowania na polu EM-y są dodawane.

Problemy przetwórstwa mięsnego

Adam i Piotr Skonieczny bardzo narzekają na to, że nie ma w kraju ubojni dostosowanych do uboju małych przeżuwaczy. – Jest jednak nadzieja, że wkrótce się to zmieni. To by wprowadziło możliwość legalnego uboju i legalnego wprowadzenia produktu na rynek. Podobny problem jest także z jagnięciną. Co prawda ubój gospodarczy mógłby funkcjonować, ale jest obłożony barierą przepisów. Każdy powinien wiedzieć, że mięso kozie zalecane jest przy diecie bezglutenowej, jest zdrowe i bardzo smaczne. Widzimy, że zainteresowanie tym mięsem jest i stale rośnie, szkoda, że klienci nie mogą go normalnie, legalnie kupić – mówi Piotr Skonieczny.

Sprzęt w gospodarstwie

Rolnicy mają cały podstawowy sprzęt niezbędny do uprawy i zbioru zbóż, a także do przygotowania paszy dla kóz: zbioru siana i przygotowywania kiszonek. Dodatkowo zakupiona została uniwersalna ładowarka DETVAN UNO 180, do której w zależności od potrzeby dołączany jest odpowiedni osprzęt (łyżka objętościowa, łyżka podsiębierna, łyżka czerpakowa, chwytak do obornika, chwytak do bel, paleciak, dźwig). Na stanie są: dwa ciągniki, kombajn zbożowy, pług obrotowy, brona talerzowa z wałem strunowym, agregat uprawowy, kosiarka z kondycjonerem, siewnik z redlicami talerzowymi, owijarka do sianokiszonki, zgrabiarka karuzelowa, brony.
Część maszyn przechowywana jest pod wiatą, dawnym krytym wybiegiem dla kóz, a także na czas zimy maszyny „garażują” w starej koziarni. Dzięki temu cały park maszynowy znajduje się pod zadaszeniem, co sprawia, że narzędzia mniej się niszczą. – Od zawsze zależało nam, aby maszyny były właściwie garażowane, stały pod zadaszeniem. Teraz nareszcie udało się to marzenie zrealizować – cieszą się rolnicy.

Plany

Rolnicy są zadowoleni z obecnego funkcjonowania gospodarstwa, wzajemnie się uzupełniają w różnych pracach. – Ekologia to był strzał w „10”. Na pewno podjęliby tę decyzję jeszcze raz. Daje to możliwość egzystencji, ale też satysfakcję. Także ekonomia przemawia za ekologią. – Uważamy, że wkrótce będzie powrót rolnictwa do ekologii ze względu na przenawożenie i skażenie gleb. Ludzie mają też dość wysoko przetworzonej żywności – mówią. W planach rolnicy mają kontynuowanie chowu kóz w połączeniu z uprawą zbóż. – To bardzo dobra kombinacja ze względu na nawożenie pól – podsumowuje Adam Skonieczny. Zmienić chcieliby głównie podejście lokalnych władz do rolników. – Aby wzbudzić aktywność ludzi na wsi trzeba dać im szansę, a nie ich tłumić. Takie wioski jak Ignackowo mogłyby mieć szanse być aktywniejsze i się rozwijać, tymczasem o najprostsze rzeczy z samorządowcami trzeba „walczyć” – podsumowuje Piotr Skonieczny.

źródło: ekoarka.com.pl Tekst i zdjęcia: Karol Przybylak i Magdalena Przybylak-Zdanowicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz